Dobry szef czy tylko dobry wizerunek?


Kilka lat temu podczas jednej z konsultacji poznałem kobietę, którą wcześniej znałem wyłącznie z mediów. Była przedstawiana jako jedna z najlepszych liderek w swojej branży. Regularnie pojawiała się w telewizji, udzielała wywiadów i opowiadała o sukcesach swojej firmy. Szczególnie często podkreślała, jak wspaniałych ma pracowników, jak bardzo ich docenia i jak wiele zawdzięcza swojemu zespołowi.
Pamiętam, że jeszcze przed naszym spotkaniem pomyślałem, że będzie to ciekawa rozmowa z kimś, od kogo być może sam będę mógł się czegoś nauczyć.
Konsultacja trwała prawie dwie godziny. I właśnie podczas tych dwóch godzin zobaczyłem zupełnie inny obraz tej samej osoby.
Kilkukrotnie podczas rozmowy mówiła mi, jak niekompetentnych ma pracowników, jak bardzo jest nimi rozczarowana i jak właściwie wszystko musi kontrolować osobiście, ponieważ nikomu nie może zaufać. W pewnym momencie opowiedziała o pracownicy, która popełniła błąd kosztujący firmę kilka tysięcy funtów. Zwolniła ją natychmiast.
Nie znałem okoliczności tamtej sytuacji na tyle dobrze, żeby oceniać samą decyzję o zwolnieniu. W prowadzeniu firmy czasem trzeba podejmować naprawdę trudne decyzje.
Zastanowiło mnie jednak coś zupełnie innego.
Jak to możliwe, że człowiek, który publicznie tak pięknie mówi o swoich pracownikach, prywatnie wypowiada się o nich z tak wielką pogardą?
Przez długi czas wracałem myślami do tamtej rozmowy. Nie dlatego, że chciałem oceniać tę kobietę. Wręcz przeciwnie. Z czasem zacząłem dostrzegać podobne zachowania również u innych ale czasami też u siebie.
Bo przecież wielokrotnie chcemy by być postrzegani jako świetni liderzy. Chcemy, żeby ludzie widzieli nasze zaangażowanie, doceniali podejmowane przez nas decyzje i dostrzegali, jak wiele robimy dla firmy oraz swojego zespołu.
Dopiero z czasem zrozumiałem, jak łatwo pomylić bycie dobrym liderem z potrzebą udowadniania innym, że nim jesteśmy.
Wyrachowana hojność - kiedy pomagamy, ale wystawiamy za to niewidzialny rachunek
Jest pewne zjawisko, które nazywam wyrachowaną hojnością.
Spotykam wielu przedsiębiorców, którzy z dumą opowiadają, ile zrobili dla swoich pracowników. Dali komuś szansę, kiedy nikt inny nie chciał go zatrudnić. Pomogli w trudnej sytuacji życiowej. Zapłacili za szkolenie. Zaoferowali wyższe wynagrodzenie.
I nie ma w tym nic złego. Przeciwnie, takie gesty mogą świadczyć o naprawdę dobrym człowieku.
Problem zaczyna się w momencie, kiedy ta pomoc staje się argumentem przeciwko drugiej osobie.
„Po tym wszystkim, co dla niego zrobiłem, tak mi się odwdzięcza?”
I właśnie w tym jednym zdaniu ujawnia się coś, czego wielu liderów nie chce dostrzec.
Jeżeli dajesz coś drugiemu człowiekowi, ale w głębi duszy oczekujesz, że kiedyś ci się za to odwdzięczy, to być może wcale nie dajesz. Być może po prostu inwestujesz i czekasz na zwrot.
A kiedy zwrot nie następuje, pojawia się rozczarowanie, pretensja, a czasem nawet złość.
Tyle że pracownik nie jest naszym dłużnikiem tylko dlatego, że daliśmy mu pracę.
Nie kupujemy jego lojalności na całe życie. Nie nabywamy prawa do jego bezwarunkowego posłuszeństwa. Nie możemy oczekiwać dozgonnej wdzięczności za to, że stworzyliśmy mu możliwość zarabiania pieniędzy.
Przecież on również coś nam daje. Swój czas, umiejętności, doświadczenie i część swojego życia.
To relacja oparta na wzajemnych zobowiązaniach, a nie na długu wdzięczności.
Dobry lider nie musi wszystkiego kontrolować
Po pierwszej książce jaką przeczytałem na temat bycia dobrym liderem, napisanej przez Simon'a Sinek'a, zrozumiaałem, że czasem największym ograniczeniem firmy nie są pracownicy, lecz sam właściciel.
Znam to uczucie, kiedy wydaje nam się, że wszystko zrobilibyśmy szybciej, dokładniej i lepiej. Że wystarczy przestać czegoś pilnować, a natychmiast pojawią się problemy.
Ale jeśli wszystko musi przechodzić przez nasze ręce, to czy rzeczywiście zbudowaliśmy dobrze funkcjonującą firmę? Czy może stworzyliśmy miejsce, które nie potrafi działać bez nas?
Oczywiście zaufanie nie oznacza braku odpowiedzialności. Pracownicy popełniają błędy, a niektóre z nich mogą kosztować firmę tysiące funtów. Mamy prawo wymagać jakości pracy i wyciągać konsekwencje.
Jednak czym innym jest rozliczanie człowieka z jego obowiązków, a czym innym nieustanne przypominanie mu, ile nam zawdzięcza.
Dobry lider nie buduje autorytetu na wdzięczności swoich pracowników. Buduje go na zaufaniu, konsekwencji i własnym postępowaniu.
Czasem trzeba przestać ratować to, co od dawna nie działa
Długo wierzyłem, że dobry lider powinien potrafić naprawić niemal wszystko. Każdą relację, każdy problem organizacyjny, każdy źle funkcjonujący proces.
Dziś myślę inaczej.
Są momenty, kiedy trzeba mieć odwagę przyznać, że coś nie działa. Że dotychczasowy sposób zarządzania się nie sprawdza. Że zamiast ciągle poprawiać ten sam system, lepiej zbudować go od początku.
Ale później trzeba być konsekwentnym. Nie da się jednego dnia mówić o zaufaniu, a następnego kontrolować każdego drobiazgu. Nie da się zachęcać pracowników do samodzielności, a potem karać ich za każdą decyzję, która różni się od naszej.
I nie można oczekiwać, że zmiana nastąpi natychmiast.
Zaufanie buduje się miesiącami, a czasami latami. Jedna dobra rozmowa nie naprawi relacji, którą przez długi czas niszczyliśmy swoim zachowaniem.
Najtrudniejsze w byciu liderem jest nauczyć się odpuszczać
Dzisiaj, kiedy wracam do tamtej prawie dwugodzinnej konsultacji, nie myślę już przede wszystkim o kobiecie, którą wtedy poznałem.
Myślę o sobie.
O wszystkich sytuacjach, w których chciałem mieć rację. O momentach, kiedy zbyt mocno trzymałem kontrolę. O chwilach, gdy oczekiwałem od innych takiego samego zaangażowania, jakie sam wkładałem w budowanie firmy.
I o tym, że wcale nie trzeba być złym człowiekiem, żeby czasami zachowywać się jak zły lider.
Można mieć dobre intencje, ciężko pracować, pomagać innym, a jednocześnie nie dostrzegać, jak nasze własne oczekiwania wpływają na ludzi wokół nas.
Bo ostatecznie najlepszym sprawdzianem naszego przywództwa nie jest to, co pracownicy mówią o nas, kiedy stoimy obok nich, ale to, co mówią o nas gdy wrócą po pracy do domu.
Sam biznesu nie zbudujesz. Dlaczego warto być wytrwałym w budowaniu zespołu?
Wielokrotnie słyszałem, że najlepiej pracować dla samego siebie. Nie zatrudniać ludzi, nie martwić się ich błędami, konfliktami czy brakiem zaangażowania. Robić swoje i mieć święty spokój.
Tylko czy rzeczywiście jest to najlepsze rozwiązanie?
Wyobraź sobie, że pewnego dnia poważnie zachorujesz. Przez kilka miesięcy nie możesz pracować. Jeżeli cała firma opiera się wyłącznie na Tobie, to w tym samym momencie przestaje funkcjonować również Twój biznes. Zamiast cieszyć się niezależnością, odkrywasz, że stworzyłeś sobie miejsce pracy, z którego nie możesz odejść.
Zatrudnianie ludzi oczywiście również nie jest pozbawione problemów. Prędzej czy później trafisz na osoby, które nie spełnią Twoich oczekiwań, popełnią kosztowne błędy albo negatywnie wpłyną na atmosferę w firmie. Być może niektóre z tych doświadczeń sprawią, że zaczniesz zastanawiać się, czy nie lepiej byłoby robić wszystko samemu.
Ale jest też druga strona.
Kiedy w końcu znajdziesz odpowiednich ludzi, mogą pomóc Ci osiągnąć coś, o czym wcześniej nawet nie odważyłeś się marzyć.
Jedną z najważniejszych lekcji, które wyniosłem z książki The Billion Dollar Secret, jest właśnie znaczenie ludzi w budowaniu wielkiego biznesu. Możesz mieć znakomity pomysł, ogromną wiedzę i pracować więcej niż wszyscy wokół Ciebie. Jednak samodzielnie nie zbudujesz firmy, która będzie mogła rozwijać się niezależnie od Twojej codziennej obecności.
Do tego potrzebujesz zespołu.
A zbudowanie dobrego zespołu wymaga czegoś więcej niż pieniędzy. Wymaga cierpliwości, konsekwencji, umiejętności przyznawania się do własnych błędów, a czasami również odwagi, żeby zacząć wszystko od początku.
Wiem to z własnego doświadczenia.
W 2026 roku TaxOne zdobyło nagrodę Tax Team of the Year (Small) podczas brytyjskich Accounting Excellence Awards, zostając najlepszym zespołem podatkowym w swojej kategorii. O tym, jak do tego doszliśmy, opowiedziałem w osobnym artykule.
Jednak nie otrzymalibyśmy tej nagrody, gdyby nie ludzie, z którymi pracuję. Ich wiedza, zaangażowanie i codzienna praca. To im zawdzięczam ten sukces. A sobie? Być może przede wszystkim to, że pomimo wielu trudnych doświadczeń nie zrezygnowałem z budowania zespołu.
I właśnie dlatego, kiedy dzisiaj myślę o tym, czym jest dobre przywództwo, nie myślę o nagrodach, wywiadach ani o tym, jak postrzegają mnie inni.
Myślę o ludziach.
Bo prawdziwym sukcesem lidera nie jest to, jak wiele potrafi osiągnąć sam, ale jak wiele mogą osiągnąć ludzie, którym zaufał.

Szukaj w kategoriach: